0

· Strona główna
· Archiwum
· Download
· Newsletters
· Kroniki OPZZ
· WYPOCZYNEK
· Organizacje związkowe
· Skład Zarządu
· Warto wiedzieć
· Kasa Zapomogowo-Pożyczkowa
· Prasa
· Statut Związku
· Historia związków
· Historia MZZPS
· Linki
· Kontakt




Ustaw tę stronę jako Główną! Home
Dodaj tę stronę do Ulubionych! Ulubione

0

W odpowiedzi na kryzys z lat 70. Ronald Reagan, Margaret Thatcher i ich polityczni spadkobiercy, wspierani przez potężne grupy interesu, a także dziennikarzy
i ekonomistów, doprowadzili do zwycięstwa ideologii neoliberalnej. Wtłoczono ją społeczeństwom do głów jako zbiór uniwersalnych prawd o świecie i gospodarce. Prawdy te okazały się zwyczajnym kłamstwem.

Ideologia neoliberalna została zaimplementowana na tyle przebiegle, że obywatele nie byli nawet świadomi tej operacji. Komunizm, socjalizm... - w tych przypadkach ludzie mieli świadomość, że oto sprzedawana im jest pewna ideologia, ale neoliberalizm? Neo... co?

Dzięki temu ludzie nie protestowali przeciwko neoliberalizmowi jako takiemu - co najwyżej przeciw różnorakim cięciom czy reformom - bo nawet nie mieli świadomości, że coś takiego w ogóle istnieje; podczas gdy wszyscy wiedzieli, że jest np. coś takiego jak socjalizm.Nie da się walczyć z czymś, czego nie widać - zauważa prof. Kazimierz Kik z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.

Wprowadzenie tej ideologii chybcikiem i bez nazywania jej przyczyniło się do jej wielkiego sukcesu, mierzonego liczbą rządów, które dały się jej uwieść albo też zostały zmuszone, by ją wprowadzić; tak czy tak, efekt był ten sam.

Kto wymyślił neoliberalizm

Ale od początku - czym jest neoliberalizm i z czym to się je?

Neoliberalizm to ideologia, której korzenie sięgają końca lat 30. ubiegłego wieku. Wtedy to
w Europie pojawiła się idea neoliberalizmu (autorami byli Ludwig von Mises i Friedrich Hayek) jako reakcja przeciw rozwojowi interwencjonizmu państwowego, zyskującego coraz większe znaczenie głównie w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii - wyjaśnia prof. Leokadia Oręziak, kierownik Katedry Finansów Międzynarodowych w Szkole Głównej Handlowej.

W Polsce neoliberalna polityka zaowocowała wielką skalą wyzysku na rynku pracy, co szczególnie odczuwa szeroka rzesza ludzi młodych zmuszonych do akceptowania zatrudnienia na bazie śmieciowych umów i niskich płac. Na początku transformacji ustrojowej polscy politycy, pod naciskiem MFW i Banku Światowego, zaakceptowali radykalny neoliberalny kierunek transformacji, uznając, że nie ma dla niego alternatywy - mówi prof. Leokadia Oręziak.

Podstawowym elementem neoliberalnej ideologii jest konkurencja praktycznie we wszystkich obszarach życia gospodarczego ispołecznego. Zgodnie z nią rynek jest najlepszym regulatorem i to on ostatecznie jest w stanie wycenić zasługi ludzi i ukarać ich za nieefektywne działania. Działalność państwa, a także związków zawodowych powinna być ograniczana, gdyż powoduje zakłócenie w funkcjonowaniu mechanizmu rynkowego, a w rezultacie przeszkadza kształtowaniu się naturalnego układu wygranych i przegranych w grze rynkowej. Wygrani w tej grze wynagradzani są za to, że tworzą bogactwo, które także "skapuje" dla reszty społeczeństwa. Na rynku więc każdy może osiągnąć to, na co zasługuje.

Zgodnie z tą neoliberalną ideologią, jeśli ktoś jest biedny, to jego wina, bo nie był wystarczająco przedsiębiorczy. Charakterystyczną cechą neoliberalizmu jest skrajny indywidualizm, traktowanie społeczeństwa jako zbioru indywidualnych jednostek, i negowanie potrzeby i sensu istnienia jakiegokolwiek dobra wspólnego. Istotnym instrumentem forsowania neoliberalnej ideologii stało się pokazywanie działania wolnego rynku jako niepodważalnego, swoistego prawa naturalnego.

Jak to się stało, że neoliberalizm zatriumfował? Że ideologię tę wcielały w życie zarówno rządy prawicowe, jak i lewicowe?

Praktycznym sposobem rozprzestrzeniania idei neoliberalnych, poczynając od lat 40., stało się tworzenie różnych form współpracy obejmującej naukowców, biznesmenów i dziennikarzy. Działania te stały się szczególnie intensywne w latach 70. i 80., ale rozwijano je także w następnych dekadach. Współpraca ta zyskała, i dalej ma, silne poparcie instytucji i organizacji reprezentujących wielki kapitał oraz najbogatsze grupy społeczne. Wyraziło się on m.in. wielkimi dotacjami dla specjalnie tworzonych think tanków, mających za zadanie promowanie neoliberalnej ideologii, a także hojnym finansowaniem wydziałów i instytutów na różnych uczelniach oraz naukowców zaangażowanych w rozwijanie i popularyzację tej ideologii. Można zatem powiedzieć, że neoliberalna ideologia została zamówiona i zakupiona przez wielki kapitał i najbogatsze grupy społeczne, zainteresowane ukształtowaniem takiej polityki gospodarczej i społecznej, która zapewni im władzę i większe bogactwo.

Trzeba podkreślić, że mimo wielkiego finansowania przez różne grupy interesu, neoliberalna ideologia nie cieszyła się społecznym zainteresowaniem w latach 50. i 60. Wynikało to z dużego poparcia społecznego dla realizowanej wówczas polityki pełnego zatrudnienia, zwalczania ubóstwa, rozwoju edukacji. W związku z tym było ogromne przyzwolenie społeczne zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie Zachodniej, na stosowanie przez państwo wysokich podatków. Pozwoliło to na rozbudowę usług publicznych i systemu zabezpieczenia społecznego.

Bodźcem do ożywienia neoliberalnych idei stał się kryzys ekonomiczny z początku lat 70. Stały się one podstawą polityki gospodarczej, którą w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych zaczęto realizować na przełomie lat 70 i 80. Polityce tej przyświecało hasło zwiększania efektywności gospodarki, a krokami do jego praktycznej realizacji stała się tzw. deregulacja, czyli rozluźnianie przepisów dotyczących działalności gospodarczej, prywatyzacja mienia publicznego i usług publicznych, poważne cięcia wydatków publicznych, w tym przeznaczonych na programy socjalne, edukację i ochronę zdrowia.

W rozprzestrzenianie neoliberalnej ideologii zaangażowały się międzynarodowe instytucje takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, Światowa Organizacja Handlu. MFW i Bank Światowy, reprezentujący faktycznie interesy wielkiego kapitału ze Stanów Zjednoczonych i innych krajów rozwiniętych. Instytucje te były w stanie narzucać tę ideologię przede wszystkim krajom słabszym ekonomicznie, borykającym się z problemami transformacji ustrojowej, wysokim zadłużeniem zagranicznym i uzależnieniem od pomocy międzynarodowej. MFW i Bank Światowy, udzielając pożyczek tym krajom, stawiały, zgodnie z wytycznymi tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego, warunki dotyczące jak najszerszej liberalizacji i prywatyzacji gospodarki, a także systemu zabezpieczenia społecznego (w Polsce utworzono OFE w 1999 r.).

Do wcielenia w życie neoliberalnej ideologii, nie tylko w krajach dotkniętych poważnymi problemami gospodarczymi i społecznymi, istotnie przyczyniła się realizacja tzw. doktryny szoku. Zwolennicy neoliberalizmu propagowali ideę, że wszelkie kryzysy są dobrą okazją do narzucenia społeczeństwu istotnych ciężarów i ograniczeń w różnych dziedzinach. Kryzys bowiem koncentruje na sobie uwagę społeczną i odciąga ją od forsowanej przez neoliberałów polityki.

Międzynarodowej ekspansji neoliberalizmu sprzyjała też wymuszana przez MFW i Bank Światowy na krajach członkowskich liberalizacja przepływu kapitału w obrocie międzynarodowym. Temu celowi służyło też dotychczas stosowanie tzw. mechanizmu ISDS (Investor StateDisputeSettlement), dotyczącego rozstrzygania przez prywatne trybunały arbitrażowe sporów między inwestorami zagranicznymi a goszczącymi ich państwami. W okresie ostatnich kilkudziesięciu lat mechanizm ten stał się jednym z kluczowych sposobów wywierania nacisku przez międzynarodowe korporacje na rządy, by prowadziły one politykę zgodną z interesem tych korporacji, by nie podejmowały działań, ani faktycznych, ani prawnych, które naruszałyby korporacyjne zyski, w przeciwnym razie zmuszone zostaną do wypłatach gigantycznych odszkodowań tym korporacjom. W ten sposób w wielu krajach faktycznie ograniczone zostały uprawnienia demokratycznie wybranych władz do stanowienia prawa chroniącego m.in. środowisko naturalne, bezpieczeństwo żywności czy prawa pracownicze.Poza tym lewica w europejskich krajach przechodzących transformację ustrojową, w zasadzie poparła neoliberalizm, starając się odciąć od swych korzeni i przypodobać zachodniej opinii publicznej.

Dlaczego neoliberałowie nie uznają tego określenia w stosunku do siebie i swoich przekonań?

Dziś określenie kogoś "neoliberał" ma bardzo często wydźwięk negatywny, a nieraz stosowane jest wręcz jako obelga. Wynika to z przekonania, że twórcy i wykonawcy neoliberalnej ideologii byli i są odpowiedzialni za politykę gospodarczą i społeczną realizowaną w imieniu i na rzecz najbogatszych, politykę prowadzącą do zubożania wielkich grup społecznych, a w rezultacie do szybkiego narastania dużych nierówności społecznych. Efektem neoliberalnego podejścia w polityce jest też drastyczne ograniczenie dostępu dla najuboższych do wielu usług publicznych, jak edukacja i ochrona zdrowia.

Dużym cieniem na reputacji neoliberałów kładzie się też ich faktyczny współudział w wielu krajach, w tym w Polsce, ale także np. w Rosji, czy Meksyku, w przechwyceniu przez garstkę osób dużej części prywatyzowanego majątku publicznego. Dodać trzeba, że na ogół bardzo tanio, albo wręcz za bezcen. Przyczyniło się to istotnie do ukształtowania silnego wpływu oligarchów na system władzy, co z kolei stało się poważnym ograniczeniem dla funkcjonowania systemu demokratycznego. Często w praktyce została tylko fasada tego systemu, a rzeczywista władza znalazła się w rękach różnych grup interesów.

Neoliberałowie mówią tak: nie karzmy podatkami za przedsiębiorczość, wysokie podatki dla najbogatszych sprawiają, że jest mniej inwestycji i mniej miejsc pracy - czy takie stawianie sprawy ma podstawy w faktach?

Według neoliberałów podatki i regulacje powinny być minimalizowane, a usługi publiczne sprywatyzowane. Postulaty te wiążą się ze sobą, bo niższe podatki to mniej środków w budżecie na finansowanie tych usług. Tak mocno popierana przez neoliberałów prywatyzacja opieki zdrowotnej czy edukacji to nowe wielkie pole dla ekspansji kapitału prywatnego i okazja do dodatkowych zysków dla firm ubezpieczeniowych z tytułu np. ubezpieczenia zdrowotnego. Taki kierunek zmian sprzyja trwałemu wykluczeniu mniej zamożnych grup społecznych z możliwości uzyskania usług publicznych.

Skutkiem stosowania w praktyce neoliberalnej ideologii i propagowanej przez nią "wolności" jest przesuwanie przez najbogatsze osoby swych dochodów do rajów podatkowych. Skala tego zjawiska jest gigantyczna, a ujawnione niedawno informacje w ramach Panama Papers są tylko drobnym wycinkiem tego zjawiska.

Inne przekonanie neoliberałów: przedsiębiorstwa państwowe to polityczny łup, element władzy i nigdy nie będą sprawnie zarządzane, więc należy je prywatyzować. Co musiałoby się stać, by kluczowe sektory pozostały w rękach państwa, ale nie były zarządzane przez partyjnych dyletantów?

Doświadczenia wynikające z kilkudziesięciu lat funkcjonowania neoliberalizmu w praktyce pokazały, że patologicznie mogą być zarządzane także firmy prywatne. Wśród zjawisk, które stały się powszechną praktyką we współczesnym kapitalizmie, jest stosowanie nadzwyczajnie wysokich wynagrodzeń dla kadry zarządzającej, przekraczających często kilkaset razy wynagrodzenia pracowników tych firm. Te gigantyczne nieraz wynagrodzenia, nie znajdujące żadnego realnego uzasadnienia, stanowiły dotychczas zachętę do podejmowania przez te firmy nadmiernego ryzyka, a także istotnie uszczuplały zyski należne akcjonariuszom.

Zjawiska te ujawniły się szczególnie wyraźnie przy okazji kryzysu finansowego z lat 2007-2008, kiedy okazało się, że państwo musi ratować wiele takich firm przed upadkiem, przeznaczając na to gigantyczne pieniądze publiczne. Ten czynnik, a także względy bezpieczeństwa, powinny decydować o tym, że niektóre przedsiębiorstwa powinny pozostać w rękach państwa. Im bardziej transparentna jest demokracja w danym kraju, tym mniejsze są szanse, że takimi firmami będą zarządzać dyletanci partyjni.

Jakie efekty przyniosła deregulacja sektora bankowego? Czy w przypadku tego sektora możemy mówić o działalności przestępczej, mimo że właściwie nikt nie zasiadł na ławie oskarżonych?

Ideologia neoliberalna leży u podłoża kryzysów finansowych mających miejsce w ostatnich ponad 30 latach, w tym najpoważniejszego, czyli kryzysu z lat 2007-2008.

Istotne jest, że realizacja w praktyce neoliberalnej ideologii w ciągu ostatnich 40 lat charakteryzowała się nie tylko przesuwaniem bogactwa od biednych do bogatych, ale także zmianami w strukturze najbogatszych grup społecznych. W tych ostatnich znaczną pozycję uzyskały osoby osiągające wysokie dochody z zarządzania bankami, firmami ubezpieczeniowymi oraz innymi instytucjami działającymi na rynku finansowym. Było to możliwe dzięki przeprowadzonej na szeroką skalę w większości krajów rozwiniętych i rozwijających się liberalizacji i deregulacji sektora finansowego. Dzięki temu instytucje finansowe uzyskały możliwość podejmowania także wielu ryzykownych transakcji, określanych często eufemistycznie jako "innowacje finansowe" dających im nowe, wielkie zyski i gigantyczne wynagrodzenia dla kadry zarządzającej.

W praktyce te "innowacje" bardzo często okazywały się szkodliwe i krzywdzące klientów, a ponadto tworzące poważne zagrożenie dla samych instytucji finansowych. Rzeczywiste przyzwolenie rządzących na podejmowanie przez banki różnych transakcji spekulacyjnych zaowocowało poważnymi kryzysami, w tym kryzysem z lat 2007-2008. Znacząca deregulacja w Stanach Zjednoczonych został przeprowadzona dzięki obaleniu w 1999 r. obowiązującej od 1933 r. roku ustawy Glass -SteagallAct, która zabraniała bankom angażowania się w transakcje na rynku papierów wartościowych i podejmowania związanego z tym ryzyka.

Jak należy traktować historie krajów, które - jak utrzymują neoliberałowie - dzięki wolnorynkowym reformom rozwinęły się albo wyszły na prostą? Mówi się tak o Polsce po 1989 roku, o Wielkiej Brytanii pod rządami Margaret Thatcher, o reformach prezydenta Luli w Brazylii. Czy ta narracja - że wolny rynek przyniósł szybki wzrost PKB, wzrost stopy życiowej i spadek bezrobocia - jest uzasadniona?

Po kilkudziesięciu latach wcielania w życie neoliberalnej ideologii widać wyraźnie, że większość korzyści z szybszego wzrostu gospodarczego przechwyciła stosunkowo niewielka grupa ludzi. W Stanach Zjednoczonych korzyści te stały się przede wszystkim udziałem 1 proc. społeczeństwa, stanowiącego jego najbogatszą część, zaś w przypadku większości pozostałych osób płace realne praktycznie nie wzrosły od lat 80.

Trzeba jednak podkreślić, że niektóre kraje wysoko rozwinięte, jak Szwecja, Francja, czy Niemcy, nigdy nie wprowadziły w życie dużej części założeń neoliberalnej ideologii. Przeciwnie, zapewniając znaczną swobodę przedsiębiorczości, kraje te nie zrezygnowały z zapewnienia odpowiedniej ochrony pracownikom i z utrzymywania całego systemu bezpieczeństwa socjalnego. Wymagało to dotychczas stosowania relatywnie wysokich podatków, ale dzięki temu możliwe jest zagwarantowanie społeczeństwu usług publicznych na stosunkowo wysokim poziomie.

W Polsce neoliberalna polityka zaowocowała wielką skalą wyzysku na rynku pracy, co szczególnie odczuwa szeroka rzesza ludzi młodych zmuszonych do akceptowania zatrudnienia na bazie śmieciowych umów i niskich płac. Na początku transformacji ustrojowej polscy politycy, pod naciskiem MFW i Banku Światowego, zaakceptowali radykalny neoliberalny kierunek transformacji, uznając, że nie ma dla niego alternatywy. Skandynawski, bardzo efektywny ekonomicznie, ale prospołeczny model został pominięty.

Być może stało się tak dlatego, że transparentny system władzy i niski poziom korupcji w krajach skandynawskich utrudniłby rządzącym przeprowadzenie nieuczciwej prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych i przejęcie ich za bezcen przez kapitał zagraniczny. Zmiany, które faktycznie przeprowadzono w Polsce, usytuowały nasz kraj na pozycji kraju konkurującego niskimi płacami, a nie innowacyjnymi rozwiązaniami technicznymi. Zmiana tego stanu rzeczy jest trudna, ale konieczna, jeśli chcielibyśmy powstrzymać kolejną wielką falę emigracji.

Czy jest jeszcze powrót do ekonomii keynesowskiej czy też neoliberalizmowi w XXI wieku trzeba przeciwstawić coś innego? A jeśli tak - to co to mogłoby być?

Praktyka pokazała, że niezbędna jest interwencja państwa w mechanizmy rynkowe. Hołdowanie przez długi czas neoliberalnej ideologii, że rynek sam się potrafi regulować, doprowadziło do powstania i skumulowania się na nim licznych patologii. Manifestujący się w wielu krajach, w tym także w Stanach Zjednoczonych, protest społeczny przeciw dotychczasowemu modelowi gospodarczemu, prowadzącemu do pogłębiania się nierówności społecznych, wskazuje, że jego kontynuacja jest nieakceptowalna z punktu widzenia wielkich grup społecznych. Ostatecznie może skutkować dojściem do władzy sił o tendencjach autorytarnych, jeśli zaproponują one tym grupom złagodzenie niesprawiedliwości dotychczasowego systemu. Najmniejsze zagrożenia dla systemu demokratycznego są w krajach (jak np. kraje skandynawskie), gdzie kapitalizm nie przybrał tak brutalnego, neoliberalnego kształtu, jak w niektórych krajach Ameryki Łacińskiej czy Europy Środkowej i Wschodniej, w tym w Polsce.

Neoliberalizm zagraża demokracji także w ten sposób, że sprzyja korupcji na najwyższych szczeblach władzy, co w praktyce sprowadza się m.in. do jawnego lub ukrytego finansowania przez różne silne grupy interesu kampanii wyborczych i polityków oraz wpływania dzięki temu na kształt stanowionego prawa. Taki system ma coraz mniej wspólnego z demokracją, a służy głównie wąskim elitom, w tym powiązanym z sektorem finansowym i wielkimi firmami.

Polska powinna też wyraźnie sprzeciwić się umowie między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi - TTIP oraz umowie CETA (umowa między Unią a Kanadą). Obie te umowy to szczyt neoliberalizmu. Z ich realizacji korzyści będzie mieć bardzo wąska grupa ludzi (w tym głównie wielkie korporacje europejskie i amerykańskie). W Unii społeczeństwo będzie mogło kupić niektóre towary nieco taniej, ale za cenę dalszej destrukcji praw pracowniczych, redukcji płac, pogorszenia stanu środowiska naturalnego, bezpieczeństwa produktów oraz ruiny rolnictwa, a także zmniejszenie uprawnień demokratycznych instytucji na rzecz wielkich korporacji uczestniczących w handlu transatlantyckim.

Ideologia, którą milionerzy wspaniałomyślnie podarowali ludowi

Sukces neoliberalizmu wynika również z tego, że w jego promocję zostały włożone gigantyczne pieniądze. Najbogatsi zorientowali się, że to co wymyślili ekonomiści
w odpowiedzi na keynsizm, czyli interwencjonizm państwowy, pozwoli im się bogacić bez końca, przy aprobacie społecznej.

Założona w 1947 roku pierwsza organizacja mająca na celu rozsławienie doktryny neoliberalizmu - Mont PelerinSociety - była obficie finansowana przez milionerów.

Później zaczęły pojawiać się kolejne neoliberalne think tanki: American Enterprise Institute, Heritage Foundation, Cato Institute, Institute of EconomicAffairs, Centre for Policy Studies czy Instytut im. Adama Smitha. I znów schemat był ten sam: naukowców i myślicieli wyznających neoliberalizm zalewała rzeka pieniędzy na dalsze badania. Milionerzy finansowali także katedry i stanowiska na uniwersytetach w Wirginii i Chicago.

Można zatem powiedzieć, że neoliberalna ideologia została zamówiona i zakupiona przez wielki kapitał i najbogatsze grupy społeczne, zainteresowane ukształtowaniem takiej polityki gospodarczej i społecznej, która zapewni im władzę i większe bogactwo - mówi prof. Oręziak.

Chodziło o to, by społeczeństwo zaakceptowało swoją biedę i bogactwo innych jako rzecz
w pełni oczywistą i sprawiedliwą. Nie jesteś geniuszem jak Bill Gates czy Steve Jobs, więc nie zasługujesz na wielkie pieniądze. Na godne życie też nie zasługujesz, boś za mało przedsiębiorczy (co innego dzieci bogatych rodziców, gwiazdy realityshows, a także spekulanci i hazardziści - oni doszli do swoich milionów ciężką, uczciwą pracą, czyż nie?).

Nie masz pracy? To twoja wina. Nie jesteś przedsiębiorczy, pomysłowy, nie rozwijasz się i tak dalej. Tak ocenił to nieomylny rynek. Zaakceptuj to. I obywatele zaakceptowali. Ale nie od razu.

Jeszcze w latach 50. i 60. podatki były wysokie a społeczeństwa egalitarne. Dopiero kryzys
z lat 70. stworzył warunki do wprowadzenia neoliberalizmu.

Najdzielniej czynili to w latach 80. prezydent USA Ronald Reagan i premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher. Pod hasłem zwiększania efektywności gospodarki obniżali podatki - głównie najbogatszym - cięli wydatki publiczne, zwłaszcza wydatki na programy socjalne, edukację i służbę zdrowia, znosili przepisy regulujące biznes, a także prywatyzowali wszystko, co się da.

Administracja Ronalda Reagana wyjaśniała, że bogactwo najbogatszych spłynie na resztę społeczeństwa w postaci miejsc pracy i inwestycji. Że jeśli pozwolimy bogatym bogacić się jeszcze bardziej, to wszyscy na tym zyskamy.

Kłamali

Zarzuciliśmy neoliberalnym ideologom kłamstwo, przyszła więc pora, by poprzeć ten zarzut konkretami.

Otóż bogactwo nie spływa i nie spłynęło. Zniesienie progresji podatkowej m.in. w USA doprowadziło do ogromnego rozwarstwienia społecznego. Bogatsi stali się o wiele bogatsi,
a biedniejsi zbiednieli. Klasa średnia zaczęła zanikać. Rosnące nierówności dokładnie opisał francuski ekonomista Thomas Piketty w książce "Kapitał w XXI wieku".

Po kilkudziesięciu latach wcielania w życie neoliberalnej ideologii widać wyraźnie, że większość korzyści z szybszego wzrostu gospodarczego przechwyciła stosunkowo niewielka grupa ludzi. W Stanach Zjednoczonych korzyści te stały się przede wszystkim udziałem 1 proc. społeczeństwa, stanowiącego jego najbogatszą część, zaś w przypadku większości pozostałych osób płace realne praktycznie nie wzrosły od lat 80. - wskazuje prof. Oręziak.

Kazimierz Kik nie ma wątpliwości, że społeczeństwa zostały oszukane: to jest największe zakłamanie neoliberalizmu, że działa w interesie wszystkich. Nie, neoliberalizm działa
w interesie najbogatszych.

13 zdumiewających faktów o nierównościach społecznych

Nierówności społeczne to jeden z najpoważniejszych problemów na świecie. Przyznają to już nie tylko "szaleni" (bo nie neoliberalni) ekonomiści, ale nawet Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy. Garstka najbogatszych, wspierana przez lobbystów załatwiających odpowiednie. lobbystów załatwiających odpowiednie przepisy, zagarnęła prawie całe światowe bogactwo. To nie zawiść, to fakty.

Polityka obniżania podatków najbogatszym ("bo inwestują, bo dają miejsca pracy") sprawiła, że z każdą dekadą od lat 70. anektują oni coraz więcej światowego majątku. Z kolei polityka wielkiej deregulacji w latach 90. sprawiła, że finansowi spekulanci mogli robić, co im się żywnie podoba. Np. rozdawać kredyty komu się da, bez zważania na ryzyko. Doprowadziło to do wybuchu w 2008 roku kryzysu finansowego, który trwa do dziś. Nie myślcie jednak, że kryzys uderzył w jego sprawców. Za ich lekkomyślność płacimy ja i ty.

Nierówności społeczne - instrukcja obsługi

W jednym tramwaju zmieściłaby się grupka osób, które zgromadziły większy majątek niż 3,5 miliarda najbiedniejszych ludzi razem wziętych. O ile tylko szanowni państwo miliarderzy zechcieliby do takiego tramwaju wsiąść (wątpliwe). Gdy zapytaliśmy o nierówności społeczne Leszka Balcerowicza, zdenerwował się: - Jest wiele problemów, ale ich się nie da sensownie dyskutować w ramach tej pseudo debaty o nierównościach. Ona raczej służy do podburzania ludzi przeciwko bogatym, a nie skupianiu się na tym, co naprawdę jest ważne.

Jednak MFW dowodzi w analizie z 2015 r., że bogacenie się 20 proc. najbogatszych powoduje wyhamowanie wzrostu PKB w dłuższym okresie, natomiast bogacenie się 20 proc. najbiedniejszych przyspiesza ten wzrost. Jest więc w interesie państw, by te nierówności zasypywać.

Żeby zrozumieć, jak bardzo sprawy wymknęły się spod kontroli, spójrzmy na 13 zdumiewających faktów o nierównościach społecznych:

1. 62 najbogatsze osoby na świecie posiadają tyle bogactwa co biedniejsza połowa globu - 3,5 mld ludzi. (Oxfam)

2. Od 1990 roku pensje prezesów firm wzrosły o 300 proc. Pensja przeciętnego pracownika - tylko o 4 proc., przy uwzględnieniu inflacji. (Economic Policy Institute)

3. W latach 1973-2014 produktywność amerykańskiego pracownika wzrosła o 72,2 proc., natomiast jego średnia godzinowa płaca zaledwie o 9,2 proc. Siła nabywcza płacy minimalnej w tym czasie spadła o 21 proc. (Economic Policy Institute).

4. Od 1974 r. dochody 1 proc. najbogatszych w USA wzrosły o 275 proc. (Richard Eskow)

5. W 1980 r. prezesi w USA zarabiali 42 razy więcej niż przeciętny pracownik. W 2015 r. już 373 razy więcej. (Richard Eskow)

6. Majątek tysiąca najbogatszych Brytyjczyków podwoił się od czasu, gdy w 2008 roku wybuchł kryzys finansowy. Podobną prawidłowość zaobserwowano w innych zachodnich krajach. ("Guardian")

7. Premie dla spekulantów na Wall Street były w 2014 roku dwukrotnie większe niż zarobki wszystkich amerykańskich pracowników najniższego szczebla razem wzięte. (Institute for Policy Studies)

8. Między 1979 a 2007 rokiem zarobki 1 proc. najbogatszych rosły 10-krotnie szybciej niż zarobki 90 proc. społeczeństwa. (Economic Policy Institute)

9. 188 na 201 największych korporacji na świecie przenosi część swoich dochodów do rajów podatkowych. (Oxfam)

10. 7,6 bilionów dolarów jest ukryte w rajach podatkowych. (Oxfam)

11. 25 prezesów korporacji w USA zarabia więcej niż ich wielkie firmy odprowadzają podatków. (Institute for Policy Studies)

12. Gdyby najbogatszy człowiek na świecie, Carlos Slim Helu, codziennie wydawał milion dolarów, pieniądze skończyłyby mu się po 220 latach. (Oxfam)

13. Szacuje się, że już w 2017 roku majątek 1 proc. najbogatszych będzie większy niż majątek reszty ludzkości. (Oxfam)

Neoliberalni ekonomiści i politycy uważają, że takie stawianie sprawy jest populizmem, manipulacją, walką klas i odwracaniem uwagi od realnych problemów. Pozostawiamy to ocenie czytelnika.Dziś rozwarstwienie jest tak duże, że 62 najbogatsze osoby na świecie posiadają tyle bogactwa co biedniejsza połowa globu - 3,5 mld ludzi. Między 1979 a 2007 rokiem zarobki 1 proc. najbogatszych rosły 10-krotnie szybciej niż zarobki 90 proc. społeczeństwa. W 1980 r. prezesi w USA zarabiali 42 razy więcej niż przeciętny pracownik.
W 2015 r. już 373 razy więcej.Widać więc wyraźnie, że jeśli coś spłynęło, to raczej w brudnym ścieku marzenia o amerykańskim śnie.

Podczas gdy ów jeden procent najbogatszych powiększył swoje majątki na niewyobrażalną wcześniej skalę, siła nabywcza płacy minimalnej w tym czasie spadła o 21 proc.

Ale to tylko wierzchołek góry lodowej neoliberalnych oszustw.

Wspomnieliśmy o płacy minimalnej, więc warto się przy niej na chwilę zatrzymać. Za każdym razem gdy rząd - którykolwiek - próbuje płacę minimalną zwiększyć, tak by ktoś kto ma pracę, nie musiał żyć w biedzie, podnosi się rwetes ze strony przedsiębiorców, że to przepis na bezrobocie i kryzys.

Tak właśnie było, gdy w styczniu 2015 roku niemiecki rząd wprowadził godzinową płacę minimalną na poziomie 8,5 euro. Ekonomiści (neoliberalni, nie inaczej) straszyli utratą kilkuset tysięcy miejsc pracy. Tymczasem miejsc pracy w istocie przybyło - 400 tysięcy - a wyższe zarobki objęły 3,6 mln pracowników. Wzrost zarobków spowodował wzrost konsumpcji. Gospodarka zyskała. Neoliberałowie znów kłamali.

Badania trzech naukowców pracujących na uniwersytecie Kalifornii (ArindrajitDube, T. William Lester i Michael Reich) dowiodły na przykładzie poszczególnych stanów USA, że wzrost płacy minimalnej nie powoduje wzrostu bezrobocia.

Kolejne kłamstwo? Prywatyzacja jest ekstra. Konkurencja sprawia, że ceny są niskie, a jakość wysoka. No więc zerknijmy, jak funkcjonuje choćby ta wspaniała prywatna służba zdrowia
w USA: ceny usług są wielokrotnie zawyżone, a miliony Amerykanów w ogóle nie mają ubezpieczenia. Natomiast jakość usług medycznych w podstawowych pakietach jest dużo gorsza niż Europie.

Prywatyzacja więziennictwa w USA to też ciekawy przypadek. Mechanizm działania takich placówek jest następujący: podpisać intratny kontrakt z władzami stanowymi, a następnie przyoszczędzić na więźniach, karmiąc ich za dolara dziennie. A co z kursami, zajęciami, edukacją itd.? Tego typu programy są likwidowane. Bo koszty. Jak w takich warunkach wygląda resocjalizacja? W Stanach ponad 76 proc. więźniów jest aresztowanych ponownie
w ciągu pięciu lat od wyjścia na wolność - to jeden z najwyższych współczynników recydywy na świecie.

W jakich jeszcze sprawach kłamali neoliberałowie? By wymienić tylko te z samego trzonu ideologii: wolny rynek wcale nie jest sprawiedliwy - rozejrzyjcie się wokół, przykłady są wszędzie - i nie każdy może być bogaty. To tylko marchewka na końcu kija. Bogactwo wciąż jest głównie dziedziczone, mimo dekad wprowadzania neoliberalnych zasad.

Mit założycielski kapitalizmu "od pucybuta do milionera" nie wytrzymuje zderzenia
z empirycznymi danymi, które pokazują, że bogacenie w coraz większym stopniu zależy od możliwości czerpania renty z kapitału, a wartość dodana pracy najemnej maleje - powiedział Interii Maciej Sobociński, analityk Fundacji Kaleckiego.

Presja instytucjonalna

By państwa nie kombinowały za bardzo z odchodzeniem od neoliberalnych dogmatów, zostały one wsparte działalnością międzynarodowych instytucji.

Neoliberalizm ma instrumenty dyscyplinowania państw. Mamy Komisję Europejską, Europejski Bank Centralny, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, agencje ratingowe... cały szereg instytucji, które praktycznie rzecz biorąc, mogą doprowadzić do bankructwa każdego rządu, który będzie na tyle odważny, by prowadzić politykę sprzeczną
z interesami kapitału międzynarodowego, a zgodną z interesami narodu - mówi prof. Kazimierz Kik.

MFW i Bank Światowy, udzielając pożyczek zadłużonym państwom, wymuszały na nich realizację założeń tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego, czyli jak najszerszą liberalizację
i prywatyzację gospodarki.

Zwolennicy neoliberalizmu propagowali ideę, że wszelkie kryzysy są dobrą okazją do narzucenia społeczeństwu istotnych ciężarów i ograniczeń w różnych dziedzinach. Kryzys bowiem koncentruje na sobie uwagę społeczną i odciąga ją od forsowanej przez neoliberałów polityki - uważa prof. Leokadia Oręziak.

Rządy korporacji

Neoliberalizm miał przynieść gospodarczą wolność, swobodę konkurencji, równe szanse, miał sprzyjać demokracji, a tymczasem przyniósł bezwzględne rządy międzynarodowych koncernów.

Wolność? Tak. Wolność zatruwania środowiska, narażania bezpieczeństwa pracowników, dopisywania różnych rzeczy drobnym drukiem, projektowania egzotycznych instrumentów do spekulacji finansowych. Wolność tak, ale pod warunkiem, że służy osiąganiu jeszcze większych zysków.

Nowy wspaniały świat TTIP

Gdy wejdzie w życie TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership), czyli umowa handlowa między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi, gospodarka będzie kwitnąć, a ludziom będzie żyło się dostatniej - przekonuje Komisja Europejska. Jeśli jednak zejdziemy z propagandowej chmury na poziom szczegółu, to włos jeży się na głowie.

Strefa wolnego handlu między USA a UE, galopujące w górę PKB, likwidacja barier dla przedsiębiorców, spadające ceny - czyż nie brzmi to pięknie?

A teraz wyobraźcie sobie, że międzynarodowej korporacji nie podoba się jakiś przepis wprowadzony przez polski rząd, jakiś nowy podatek albo znaczące podniesienie płacy minimalnej. To godzi w nasze przyszłe zyski! - grzmi inwestor. I skarży Polskę w ramach międzynarodowego arbitrażu. Skargę rozpatruje trzech prawników, którzy uznają, że istotnie - co ta Polska sobie wyobraża. Ich werdykt jest dla naszego kraju wiążący. Brzmi niedorzecznie? Czytajcie dalej.

O TTIP rozmawiamy z Marią Świetlik, ekspertką Instytutu Globalnej Odpowiedzialności. W dalszej części prezentujemy stanowiska polskich partii politycznych.

Wyjaśnijmy na początku naszym czytelnikom w możliwie prosty sposób - czym jest TTIP?

Maria Świetlik: - To umowa międzynarodowa między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi, która ma utworzyć, razem z umową CETA (Kanada-UE) transatlantycką strefę wolnego handlu.

Na jakim etapie znajdują się negocjacje w sprawie tej umowy?

Negocjacje TTIP trwają już trzeci rok, w tej chwili omawiane są poszczególne zagadnienia. Po zamknięciu negocjacji - które nie wiemy kiedy nastąpi, przyjdzie czas na spisanie ustaleń w formie umowy. Umowa CETA jest już gotowa, za kilka miesięcy może zostać przyjęta przez Radę, a wtedy jesienią byłaby głosowana przez europarlament.

Co musi się stać, by umowa weszła w życie? W jaki sposób miałaby zostać ratyfikowana?

Zgodnie z zasadami traktatu lizbońskiego umowę negocjuje Komisja Europejska, ale zatwierdzić musi ją też Rada Unii Europejskiej i Parlament Europejski. Jeśli Komisja i Rada się zgodzą, może być też konieczna ratyfikacja przez wszystkie kraje członkowskie - tego jednak na razie nie wiemy. Naszym zdaniem, takie ratyfikacje byłyby bardzo ważne w sytuacji, gdy całe negocjacje odbyły się de facto z wyłączeniem nie tylko obywateli, ale i krajowych parlamentów.

Kto ma wgląd w negocjowane zapisy umowy? Czy proces negocjacji można nazwać transparentnym?
Jest to zupełnie nietransparentny proces, niezgodny z zasadami demokratycznego stanowienia prawa. Decyzje podejmuje wąskie grono urzędników, a kolejne wąskie grono (od niedawna europarlamentarzyści i parlamentarzyści kilku krajów członkowskich) ma jedynie możliwość przeczytania wyników negocjacji, ale nie może się tą wiedzą dzielić z nikim. Opinia publiczna, organizacje pozarządowe, naukowcy nic konkretnego o wynikach tych negocjacji nie wiedzą. Wiemy natomiast, że urzędnicy Komisji spotykają się intensywnie z lobbystami biznesu europejskiego i amerykańskiego - ale znów nie wiemy, co z tych rozmów wynika.

Kto najwięcej zyska na wejściu w życie TTIP?

Korporacje, które zyskają: dostęp do nowych rynków, przywileje w postacie systemu ISDS (będzie o nim mowa w dalszej części - przyp. aut.), wpływ na przyszłe prawo poprzez organ współpracy regulacyjnej. Będą też mogły znacznie zwiększyć swoje zyski, bo jak deklarują negocjatorzy, TTIP doprowadzi do zniesienia tzw. pozataryfowych barier w handlu, takich np. jak system dopuszczania na rynek towarów, które w jakiś sposób mogą zagrażać zdrowiu czy środowisku.

W tej chwili na terenie Unii obowiązują np. listy substancji zakazanych ze względu na ich toksyczność w produkcji jedzenia, zabawek czy kosmetyków, które nie dopuszczają do sprowadzania produktów amerykańskich, gdzie przepisy są znacznie gorsze z punktu widzenia konsumenckiego. Ideą strefy wolnego handlu jest osłabienie tych przepisów - dla korporacji to wygodne, bo mogą taniej produkować, nie muszą mieć osobnych linii produkcyjnych na Europę i resztę eksportu. Dla ludzi i środowiska oznacza to jednak, że będę ponosić ogromne ryzyko utraty zdrowia czy zniszczenia środowiska naturalnego.

Czy zwykli obywatele odniosą jakieś korzyści z TTIP?

Nic na to nie wskazuje. Warto powiedzieć, że obiecywane przez polityków zniesienie wiz do USA nie nastąpi, co ostatnio wyraźnie potwierdził amerykański negocjator w czasie swojej wizyty w Polsce. Natomiast studia naukowe wskazują na wysokie prawdopodobieństwo utraty miejsc pracy. W sytuacji rosnącego bezrobocia trudno się cieszyć tym, że spadną o kilka procent ceny na nowe samochody czy drogi sprzęt elektroniczny, prawda?

A jeśli do naszych sklepów trafią toksyczne zabawki, żywność zawierająca szkodliwe substancje, a wszelkie próby poprawy warunków pracy (na przykład wydłużenia urlopów macierzyńskich, podwyżki stawek minimalnych), dobrostanu zwierząt, czy ochrony czystości powietrza albo zostaną odrzucone przez nowo powstały Organ Współpracy Regulacyjnej, albo staną się przyczyną pozwów ISDS, to nawet te obiecane przez Komisję 100 euro za 11 lat nie wynagrodzi poniesionych przez nas, ale i przez budżet państwa, wielomilionowych strat.

Czy sąd arbitrażowy - jedno z założeń umowy - zagraża suwerenności państw? W jakich sprawach ów sąd miałby orzekać?

Przede wszystkim to nie jest sąd, tylko arbitraż prowadzony przez trzech prywatnych prawników, bardziej przypomina to mediacje, czy negocjacje handlowe, niż to co stanowi jedną z władz demokratycznych, czyli system niezależnego sądownictwa. Tylko że decyzjom tych trzech prawników musi się podporządkować państwo oskarżone przez inwestora za działania, których efektem może być utrata spodziewanych zysków.

System rozstrzygania sporów inwestor-przeciw-państwu (ISDS) istnieje od lat, więc wiemy, czego można się po nim spodziewać, mianowicie firmy zaskarżają wszelkiego typu decyzje - czy to ustawy, czy decyzje administracyjne, wyniki referendów, czy wyroki sądowe, nawet jeśli są podjęte w pełni legalnie i w interesie publicznym. W naszych publikacjach (igo.org.pl) znajdzie pan wiele przykładów.

Czy w pani ocenie opinia publiczna w Polsce ma świadomość, że coś takiego jest negocjowane?

Nadal bardzo wiele osób nie ma tej świadomości, co wystawia nie najlepszą cenzurkę poprzednim władzom i przedstawicielstwu Komisji Europejskiej, bo to ich rolą jest informowanie społeczeństwa o tej niezwykle ważnej sprawie. Z drugiej strony informacje tworzone przez Komisję, to w dużym stopniu propaganda, a nie rzetelna informacja. Przy tym wszystkim więc z dużym szacunkiem patrzymy na osoby i środowiska, które samodzielnie tę pogłębioną wiedzę zdobywają. Z mojego doświadczenia wynika, że dobrze poinformowani obywatele i obywatelki nie chcą tej umowy. W Polsce już ponad 46 tys. osób podpisało ogólnoeuropejski protest stop-ttip.pl, a ponad 80 organizacji przyłączyło się do polskiej koalicji uwagaTTIP.pl i ciągle zgłaszają się kolejne.

Czy należy spodziewać się masowych protestów, takich jak w przypadku ACTA?

Masowe protesty już są, podczas ostatniego Dnia Akcji przeciw TTIP i CETA w samym tylko Berlinie wyszło na ulicę 250 tys. ludzi, czyli kilkukrotnie więcej niż podczas poprzedniej takiej demonstracji. Wspomnianą petycję podpisało w całej Europie już blisko 3,5 mln osób - to też jest forma masowego protestu, chociaż online. Co ważne, protestują bardzo różne środowiska, nie tylko tzw. społeczeństwo obywatelskie, ale także mali i średni przedsiębiorcy, rolnicy, związkowcy i ekolodzy. Nie ma wątpliwości, że te protesty będą narastały - w miarę tego jak wiedza o umowach TTIP i CETA będzie docierała do nowych kręgów.

W neoliberalizmie wygrywa najsilniejszy. Ale pod hasłem demokracji. On jest o tyle demokratyczny, że nieważne kto i skąd ma pieniądze. Istota neoliberalizmu polega na tym, że maksymalizujemy zyski, zubażając innych - mówi Kazimierz Kik.

Neoliberalizm ogranicza suwerenność państw na rzecz międzynarodowego kapitału. Przykład? Mechanizm ISDS - inwestor-przeciw-państwu - który pozwala koncernom skarżyć rządy państw za niekorzystne dla nich przepisy. W ramach tego mechanizmu zbiera się grupka kilku prawników i ustala, że państwo ma się wycofać ze swoich przepisów. I państwo rzeczywiście musi się zastosować, bo takie podpisało umowy handlowe. Negocjowane właśnie TTIP (umowa o wolnym handlu między USA a UE) i CETA (wolny handel między Kanadą a UE) ten mechanizm chcą zabetonować. Australia na przykład została w ten sposób zmuszona do rezygnacji z nowych opakowań papierosów, które miały zawierać jedynie informację
o producencie i ostrzeżenie o skutkach palenia. Mechanizm ten stał się jednym z kluczowych sposobów wywierania nacisku przez międzynarodowe korporacje na rządy, by prowadziły one politykę zgodną z interesem tych korporacji, by nie podejmowały działań, które naruszałyby korporacyjne zyski, w przeciwnym razie zmuszone zostaną do wypłat gigantycznych odszkodowań tym korporacjom. W ten sposób w wielu krajach faktycznie ograniczone zostały uprawnienia demokratycznie wybranych władz do stanowienia prawa chroniącego m.in. środowisko naturalne, bezpieczeństwo żywności czy prawa pracownicze - zauważa prof. Oręziak.

Kazimierz Kik przekonuje, że triumf neoliberalizmu nie tyle umniejszył rolę państw, co je ubezwłasnowolnił.Wprowadzono rynek w miejsce państwa. Państwa mają tylko utrzymywać porządek społeczny na obszarze, na którym gospodarują korporacje, czyli kapitał finansowy. To jest kwintesencja neoliberalizmu.

Kto nam zrobił ten kryzys?

Deregulować - mówili. Biznes nie może się rozwijać, bo tyle przepisów go krępuje. No to deregulowali. Przede wszystkim finansjerę, Wall Street, City, banki.

Dzięki temu instytucje finansowe uzyskały możliwość podejmowania także wielu ryzykownych transakcji, określanych często eufemistycznie jako "innowacje finansowe", dających im nowe, wielkie zyski i gigantyczne wynagrodzenia dla kadry zarządzającej.
W praktyce te "innowacje" bardzo często okazywały się szkodliwe i krzywdzące klientów,
a ponadto tworzyły poważne zagrożenie dla samych instytucji finansowych. Rzeczywiste przyzwolenie rządzących na podejmowanie przez banki różnych transakcji spekulacyjnych zaowocowało poważnymi kryzysami, w tym kryzysem z lat 2007-2008 - wskazuje Leokadia Oręziak.

Gdy domek z kart się zawalił, koszty musieli ponieść podatnicy. W czasie gdy państwa ratowały banki publicznymi pieniędzmi, zarządy tych banków były zajęte wypłacaniem sobie gigantycznych premii.

Majątek tysiąca najbogatszych Brytyjczyków podwoił się od czasu, gdy w 2008 roku wybuchł kryzys finansowy. Podobną prawidłowość zaobserwowano w innych zachodnich krajach.

Ja? Neoliberał?

Neoliberał nigdy nie powie o sobie, że jest neoliberałem. Nie usłyszycie tego z ust Jeana-Claude'aJunckera, Davida Camerona, amerykańskich republikanów (i wielu demokratów), Leszka Millera (tak, tak, lewicowy premier prowadził neoliberalną politykę, podobnie jak Tony Blair czy Gerhard Schroeder), Leszka Balcerowicza czy Ryszarda Petru. Kiedyś gdańscy liberałowie, w tym Donald Tusk, nie mieli problemów, by się w ten sposób identyfikować, dziś nie wymawiają tego słowa, kryją się z nim jak ze wstydliwą plamą na koszuli.

Za Interią
Bogdan Połącarz